logotype
image1 image1 image1

Złoty środek Arystotelesa a wolnomularska idea równości.

Jestem filologiem klasycznym, a właściwie powinnam uczciwie przyznać – byłam filologiem klasycznym 25 lat temu. W toku swoich studiów musiałam zdać egzamin z filozofii i to nie tylko starożytnej. W tamtym czasie nie przeczytałam żadnego traktatu filozoficznego; wiedzę o myślach poszczególnych filozofów czerpałam z Historii Filozofii prof. Tatarkiewicza. Czy to w jakikolwiek sposób pozwoliło mi zbliżyć się do idei wyznawanych przez nich? Oczywiście – nie. Zapamiętałam ideę złotego środka Arystotelesa jako sposób na bycie szczęśliwym. Nie poświęciłam jej jednak wówczas żadnej uwagi, może dlatego, że nie zapoznałam się bezpośrednio z przemyśleniami Arystotelesa a tylko z opracowaniami na jego temat. Szukając materiałów do tej deski ustaliłam, że teorię złotego środka Arystoteles przedstawił w Etyce Nikomachejskiej, którą postanowiłam przeczytać.

Trafiłam do wolnomularstwa, ponieważ zastanawiałam się nad celem swojego życia. Wydawało mi się, że jestem jedyną zagubioną istotą poszukującą sensu istnienia. Jakież więc było moje zdumienie, gdy podczas lektury Etyki zorientowałam się, że zadawałam sobie takie same pytania jak ponad dwa tysiące lat temu Arystoteles i inni filozofowie: jak być szczęśliwym, jaką obrać drogę życia, aby nie przejść obok niego, nie być tylko widzem, ale aktywnie uczestniczyć we własnym życiu.

Od wieków ludzie poszukiwali odpowiedzi na pytanie jak żyć, aby być szczęśliwym. Czymże jednak jest to szczęście – czy też, jak je nazywali starożytni Grecy „eudajmonia”, które dosłownie można przetłumaczyć jako „dobry wewnętrzny duch”. Czy możemy skutecznie osiągnąć cel, jeżeli go nie znamy? Wielu ludzi próbuje odnaleźć szczęście na oślep, sprawdzając jaki stan ducha pozwala na odczuwanie szczęścia.

W Etyce Nikomachejskiej Arystoteles naucza, że wszelkie zarówno działania jak i postanowienia zdają się zdążać do jakiegoś dobra i dlatego określono dobro jako cel wszelkiego dążenia. Kiedy jednak obserwujemy zachowania ludzi wokół nas nie wydaje nam się, aby celem ich wszystkich było dążenie do dobra, doskonalenia siebie; często nawet nie możemy dostrzec jakiejkolwiek dobrej strony w ich działaniu. Może wynika to z faktu, że cele bywają różne – „jedne z nich bowiem są czynnościami, inne jakimiś odrębnymi od nich wytworami. Gdziekolwiek celem jest coś innego niż działanie, wszędzie tam wytwory posiadają z natury swej większą wartość aniżeli te czynności. Ponieważ zaś wiele jest rodzajów działania i wiele sztuk, rzemiosł oraz nauk, więc też rozliczne są cele: i tak celem sztuki lekarskiej jest zdrowie, celem sztuki budowania okrętów — okręt, celem sztuki dowodzenia jest zwycięstwo, a celem sztuki gospodarowania — bogactwo. Działanie musi mieć cel. Czyż więc poznanie tego celu nie jest rzeczą wielkiej wagi także dla życia i czyż dzięki niemu nie jest nam łatwiej utrafić w to co należy, tak jak łucznikom, którzy mają cel przed oczyma?” Jaki jest cel wolnomularza – czynność czy wytwór? Nie uważam, aby działanie było celem samym w sobie. Każde działanie powinno zmierzać do stworzenia dzieła, czyli efektu tego działania. Wznosimy pomnik, który będzie trwalszy od spiżu, wyższy od królewskich piramid, którego ani deszcze ani wiatry nie zdołają zniszczyć. Ale czymże on jest w istocie?

Kiedy doświadczamy braku pieniędzy i większość życia poświęcamy na zdobycie środków dla zapewnienia podstawowych potrzeb człowieka wydaje się nam, że do szczęścia potrzebujemy właśnie pieniędzy. Slogan mówiący, że pieniądze szczęścia nie dają wydaje się wówczas bzdurą. Czy pieniądze pozwalają nam na osiągnięcie takiego stanu ducha, dzięki któremu jesteśmy szczęśliwi? W pewnym momencie można wpaść w błędne koło i posiadanie pieniędzy staje się celem samym w sobie. Dochodzimy do etapu, gdy nigdy nie jest ich wystarczająco dużo, zawsze potrzeba więcej.

Oglądałam kiedyś program publicystyczny o uroczej, bardzo otyłej kobiecie, tętniącej radością życia, cieszącej się każdą chwilą, którą spędzała ze swoją córeczką. Miała jednakże poważny problem – otyłość olbrzymią, chorobę potencjalnie zagrażającą jej życiu. Pod opieką lekarzy udało jej się zrzucić zbędne kilogramy. I wówczas okazało się, że ta kobieta utraciła radość życia. Oczywiście nie wynikało to z faktu, że tęskniła za utraconą wagą. Jej problem polegał na tym, że chciała odciąć się całkowicie od swojego poprzedniego wizerunku, wyobrażała sobie, że gdy schudnie – stanie się automatycznie szczęśliwa, kochana, bogata, młoda i piękna. Jej rozczarowanie było więc ogromne, gdy okazało się, że utrata wagi nie spełniła tych wszystkich oczekiwań. Stała się zgorzkniała, nieszczęśliwa, samotna. Wcześniej była wyśmiewana, wytykana palcami, teraz stała się przeciętna, nikt jej nie zauważał. Tak bardzo chciała być szczęśliwa i tak bardzo nienawidziła swojego wcześniejszego życia, że nie potrafiła dostrzec w tym poprzednim życiu szczęścia, którego przecież doznawała jako radosna, pełna nadziei i optymizmu kobieta. Wydaje się więc, że zbyt daleko idące oczekiwania nie mogą dać nam szczęścia, wewnętrznego dobrego, zadowolonego ducha. Zabrakło jej więc rozsądku i umiarkowania.

Arystoteles nauczał, że ten sam człowiek nie może być zarazem rozsądnym i nieopanowanym, ponieważ człowiek rozsądny jest zarazem człowiekiem o dobrym charakterze. Rozsądny jest człowiek nie tylko dzięki swej wiedzy, lecz także dzięki swej zdolności działania. Podczas inicjacji Siostra Pierwsza Dozorująca mówiła o recypientce jako osobie wolnej i dobrych obyczajów, pogrążonej w ciemnościach i szukającej Światła. Mamy więc wolę – zdolność działania, a Światło, którego szukamy to właśnie cel naszego działania.

Cóż więc umiarkowanie i rozsądek mogą mieć wspólnego z równością. Nie trzeba być filozofem, aby stwierdzić, że równość jest pojęciem względnym. Nie można równości rozpatrywać w oderwaniu od konkretnego odniesienia. Czy osoba wysoka może być równa z osobą niską? I tak i nie – wzrostem na pewno nie będzie równa, ale czy w tym pojęciu chodzi nam o taką równość? Arystoteles wyznając zasadę złotego środka wskazywał, że właściwość rzeczy polega na tym, że giną one zarówno od nadmiaru jak i niedostatku. Czy w takim razie równość nie jest pochodną wolności myślenia i wolności działania? Każdy z nas może bowiem być równym wobec siebie dzięki wolności wyborów. Skoro więc człowiek może być rozsądny nie tylko dzięki swej wiedzy, lecz także dzięki swej zdolności działania, to w tym aspekcie wszyscy jesteśmy równi wobec siebie. Każdy z nas posiada taką samą zdolność działania, ale nie każdy tak samo z tej zdolności korzysta. Filozofowie starożytni, na określenie tej zdolności działania posługiwali się terminem „arete”, który etymologicznie oznacza coś najlepszego – pochodzi bowiem od wyrazu „aristos”, czyli najwyższego stopnia przymiotnika „dobry”. Arete to zaleta, przymiot, dzielność, cnota, oznacza dyspozycję do pewnego sposobu postępowania. Właściwie oznacza on wszystko, co nadaje jakiejś osobie lub rzeczy szczególny walor - praktyczny, moralny czy też intelektualny, ale również fizyczny. Jest tym, co czyni człowieka dobrym, prawym i doskonałym.

Szczęście człowieka, według Arystotelesa, jest nierozerwalnie związane z tą właśnie doskonałością moralną, duchową, fizyczną i intelektualną. Tylko dzięki niej człowiek może mieć poczucie własnej wartości, bez którego trudno mówić o szczęściu i spełnieniu. „Słusznie dumny jest ten, kto uważając siebie za godnego rzeczy wielkich, istotnie na nie zasługuje". Poczucie własnej wartości jest wyrazem właściwego umiaru między zarozumiałością a przesadną skromnością.

Tak więc metodą ukierunkowaną na osiągnięcie szczęścia jest działanie sprawiedliwe i umiarkowane. „Czyny są sprawiedliwe i umiarkowane” według Arystolelesa „jeśli są takie, jakich by dokonywał człowiek sprawiedliwy lub umiarkowany; człowiekiem natomiast sprawiedliwym i umiarkowanym jest ten, kto nie tylko czynów takich dokonuje, lecz dokonuje ich nadto w ten sposób, w jaki ich dokonują ludzie sprawiedliwi i umiarkowani. Dlatego też słusznie mówi się, że człowiek staje się sprawiedliwy dzięki sprawiedliwemu postępowaniu, a umiarkowany dzięki postępowaniu umiarkowanemu ; natomiast nikt z tych, co nie postępują w ten sposób, nie ma żadnych nawet widoków osiągnięcia gotowości do bycia szczęśliwym.”

Oczywiście nie da się działać ani dążyć do celu bez właściwego zastanawiania się nad kwestiami, które w osiągnięciu celu mogą nam pomóc. Arystoteles wskazywał, że osoba rozsądna i umiarkowana nie myśli o rzeczach, które nie leżą w jego mocy: „Czy rozmyślamy nad wszystkim i wszystko może być przedmiotem namysłu, czy też w odniesieniu do pewnych rzeczy jest to niemożliwe? Za możliwy przedmiot namysłu uważać należy przypuszczalnie nie to, nad czym namyślać mógłby się człowiek umysłowo upośledzony lub szaleniec, lecz to, nad czym człowiek rozumny. Nikt nie namyśla się nad tym, co wieczne, np. nad wszechświatem lub nad nieprzystawalnością przekątnej i boku — ani nad tym, co jest w ruchu, jeżeli ruch ten odbywa się zawsze w myśl tych samych praw, czy to skutkiem konieczności, czy też z natury, czy z innej jakiejś przyczyny — jak np. obroty i wschody słońca; — ani nad tym, czego przebieg bywa bądź taki, bądź owaki, jak np. deszcz i susza; — ani nad zdarzeniami przypadkowymi, jak np. znalezienie skarbu; — ani nawet nad wszelkimi bez wyjątku sprawami ludzkimi; tak np. żaden Lacedemończyk nie namyśla się nad tym, jaki ustrój państwowy byłby najodpowiedniejszy dla Scytów. Nic bowiem ze wspomnianych wyżej rzeczy nie leży w naszej mocy.”

W życiu musimy więc dokonywać wyborów. Nie ma jednej drogi do osiągnięcia celu. Wydaje się, że rozsądek i umiarkowanie są najlepszymi sprzymierzeńcami w dążeniu do szczęścia pojmowanego jako wewnętrzna harmonia człowieka.

Równość wolnomularska oznaczająca jednakowe możliwości czy też trwałe zdolności każdego z nas do podejmowania właściwych wyborów daje nadzieję na znalezienie tej harmonii.

 

M.B., 3 marca 2015 r.

Copyright© 2013-2015 Loża Prometea. Design by globbers for globbersthemes.com